Budżetowanie dla (naprawdę) opornych

Obiecujesz sobie, że w tym miesiącu, to w końcu już naprawdę ogarniesz te finanse, będziesz budżetować swoje wydatki i życie: policzysz ile wydajesz w pracy na bułki, masło, lunch, kawę i ciuchy z wyprzedaży. Przez pierwsze trzy dni regularnie notujesz każdy wydatek, by pod koniec dnia wrzucić wszystko skrupulatnie do excela. Czwartego dnia idziesz do kina i wracasz tak późno, że nie masz już siły na podsumowania. Robisz to następnego dnia. W sumie, to przecież nie musisz się bawić w to codziennie i przechodzisz na tryb trzydniowy. A ten z kolei przerabia się na raz w tygodniu. W kolejnym tygodniu właśnie zabierasz się za spisanie sterty rachunków, kiedy dostajesz propozycję spontanicznego wypadu na rower, po którym wracasz tak zmachana, że jedyne co możesz zrobić to wziąć prysznic i iść spać. W następnym tygodniu wszystkie rachunki wysypują Ci się z portfela i gubisz wszystko.

W kolejnym miesiącu, to już naprawdę, no naprawdę….

Brzmi znajomo? 😊

Znasz na pamięć zasady budżetowania, wchodzisz regularnie na blog Michała Szafrańskieg i Marcina Iwucia, masz za sobą testy kilku aplikacji na telefon. Generalnie wiesz jak to robić, ale….. ciągle nie robisz. Z różnych powodów.

Nie będę Cię tutaj motywować i przekonywać o tym jak ważne jest planowanie i kontrola swoich wydatków. Bo pewnie to już wiesz.

Sama jestem weteranką kilku prób ogarnięcia, ile dokładnie wydaję i na co. Niestety nie jestem Michałem Szafrańskim, który dokładnie wie ile wydał na pieluchy i paliwo 5 lat temu (chociaż czasami marzy mi się taka skrupulatność). Za to mam swoją nieperfekcyjną metodę, która pozwala mi trzymać miesięczne finanse w ryzach.

Nie polecam jej osobom:

– które mają długi (nie licząc kredytu hipotecznego) – tutaj naprawdę trzeba zagryźć zęby i zabrać się za porządki.

– które mają rodziny – to jest zupełnie inna szkoła jazdy, a ja nie miałam okazji testować, więc z góry nie rekomenduję.

– są zakupoholikami, albo nie potrafią sobie powiedzieć „nie” przy wydawaniu pieniędzy.

– są freelancerami, przedsiębiorcami – nie sprawdzałam w takich okolicznościach, więc również nie polecam tej metody.

Jeśli nie kwalifikujesz się do żadnej z tych grup, zapraszam do dalszej lektury.

Najtrudniejsze na początek.

Trzeba pozbierać wszystkie stałe rachunki: czynsz, gaz, prąd, telefon, TV, ubezpieczenie, kredyt mieszkaniowy, karta do klubu sportowego, kurs tańca i co tam jeszcze masz, co jak amen w pacierzu pojawi się do opłacenia w miesiącu.

Koniecznie zsumuj, na jaką składa się to kwotę. Polecam spisanie na kartce.

Przejdźmy do przyjemniejszej części, czyli dochodów. Masz jedno źródło, czy kilka? Miej jasność, jaką kwotą dysponujesz co miesiąc.

Odejmij teraz od kwoty dochodów wszystkie swoje stałe wydatki i masz cyfrę PLN, która zostaje Ci do dyspozycji na tzw. życie, potrzeby i przyjemności.

Czas na kolejny trudny krok: oszczędzanie.

Uważam, że gromadzenie oszczędności to konieczność. Może wydawać Ci się na początku, że nie masz z czego, ale tutaj proponuję następujące rozwiązanie.

Spójrz na kwotę, która Ci zostaje na tzw. życie i określ minimalną kwotę, która nie zrobi Ci już różnicy. Jest to 10%, czy może 30% a może tylko 5%? Nieważne ile. Liczy się, że zaczniesz to robić na regularnych zasadach i ważny jest następujący nawyk, który trzeba sobie wyrobić.

Jak tylko wpływa pensja na konto, w przeciągu kolejnych 2-3 dni należy opłacić wszystkie rachunki, zrobić niezbędne przelewy, w tym ten z oszczędnościami.

W ten sposób regulujesz od razu swoje zobowiązania i gromadzisz oszczędności. Ale koniecznie trzeba robić to na początku miesiąca.

Po opłatach na Twoim koncie zostaje kwota, którą dysponujesz w miesiącu.

I to jest przyjemne w tej metodzie, że nie rozliczam się, czy przekraczam budżet na jedzenie na mieście o 60 zł (bo mam ochotę na kolejny obiad na mieście z przyjaciółką), i czy zmieści się w wydatkach w pozycji ciuchy sukienka w wymarzonym kolorze, na którą w końcu trafiłam (i leży idealnie!). Nie zbieram też rachunków i nie spisuję w tabelce w excelu.

Kluczowe w tej metodzie to regularne zaglądanie na konto i kontrola, ile jeszcze zostało do końca miesiąca.

Jeśli mało, to należy włączyć tryb „nie szaleję”. I omijać sklepy, księgarnie, kawiarnie szerokim łukiem, bardziej zachowawczo kupować w spożywczym, umawiać się w domu na spotkania. Po jakimś czasie już intuicyjnie będziesz wiedzieć, jakie jest Twoje optimum wydatków.

Wracając jeszcze do oszczędności: ktoś może powiedzieć, że jego 10% to 150 zł i w sumie co to za oszczędności… ale po roku to już 1800 zł. Jak Ci się popsuje pralka, będzie akurat…. Poza tym ważne, żeby mieć jakiekolwiek oszczędności i co miesiąc do nich dorzucać. To już Twoja decyzja, ile ich chcesz mieć i na ile możesz sobie pozwolić. Satysfakcja z oszczędnośi po roku gwarantowana 😉

Jeśli nie zniechęciło Cię to do tego momentu, to może warto rozważyć jeszcze jeden element planowania budżetu. Co roku pojawiają się regularne wydatki typu ubezpieczenie mieszkania, auta, wakacje, albo okolicznościowe typu chrzest bratanka, ślub przyjaciółki. Można zebrać również te wydatki i uwzględnić w „stałych rachunkach”.

Na przykład wiesz, że ubezpieczenie auta będzie Cię kosztowało 2000 zł. Dzielisz to przez ilość miesięcy, która została do tego pojawienia się tej płatności. I tę kwotę przelewasz co miesiąc na konto oszczędnościowe, gdzie czeka na swoją kolej.

Podkreślę to jeszcze raz. To nie jest klasyczne budżetowanie. Myślę, że Dave Ramsey by pękł ze śmiechu (albo bardzo się oburzył) na taką koncepcję zarządzania pieniędzmi. Ale moim zdaniem lepsze tak niż w ogóle.

A co Wy o tym myślicie? Udaje się Wam się budżetować każdy swój wydatek? Czy macie swoje niestandardowe metody budżetowania, które się sprawdzają?

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Budżetowanie dla (naprawdę) opornych

  1. To nawet fajny pomysł. Jakiś czas temu opublikowałem wpis o podobnym sposobie, polegającym na wykorzystaniu tego, że spłaciło się jakiś kredyt i… odkładaniu tej samej kwoty, bez której nauczyliśmy się już obchodzić, na konto oszczędnościowe. Takie „autokredytowanie” 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. To zapraszam do wrzucenia w komentarzach linka do artykułu. Warto się dzielić „niestandardowymi” sposobami zarządzania budżetem domowym, bo moim zdaniem nie ma uniwersalnej metody dla wszystkich i trzeba szukać swojej ścieżki. Suma sumarum to najważniejsze, żeby nie mieć długów i zbierać oszczędności.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s